Eksponat Numer - 1 (dział) - 18 (Numer Eksponatu)

 

108 na 100 możliwych.


   

----- Original Message -----
From: MB
To: narodowa@narodowa.pl 
Sent: Friday, March 26, 2004 10:30 PM
Subject: 108 na 100 możliwych

 

Przed II Wojną Światową uczniowie i uczennice IV-ej klasy gimnazjum oraz I-ej (i chyba
II-ej liceum 1) przechodzili przeszkolenie w ramach obowiązkowego Przysposobienia Wojskowego. Nie znam programu obowiązującego uczennice. Wiem tylko, że znaczne różnił się od naszego.
Uczniowie zapoznawali się z organizacją pododdziałów piechoty (drużyna, pluton. kompania), oraz z budową i obsługą karabinu, maski p-gaz, granatów zaczepnych i obronnych, telefonu polowego oraz posługiwania się mapą „setką” (w skali 1:100.000) i kompasem. Przechodziliśmy także kurs musztry oraz strzelania z kb na strzelnicy. Pod koniec I-ego rocznika (IV klasa gimnazjum) junacy PW (tak oficjalnie nas nazywano) mieli 3 dniowe zajęcia w terenie. Hufiec PW gimnazjum i liceum im. T. Czackiego miał te zajęcia na poligonie w okolicy Zielonki k/Warszawy. II-gi rocznik PW (po pierwszym roku liceum) miał obowiązkowy (miesięczny ?) obóz w jednostce wojskowej. Nie wiele o nim mogę powiedzieć, bo nie zdążyłem na nim być.
W ramach przeszkolenia w I-ym roku mieliśmy 2 lub 3 strzelania z lekkich karabinków szkolnych oraz 3 z „prawdziwych” kb. Wyjątkowi nieudacznicy oraz junacy uzyskujący bardzo dobre wyniki mieli strzelania dodatkowe: „korepetycje” dla słabeuszy lub treningi na brązową odznakę strzelecką.
Pamiętam, że strzelania podstawowe odbywały się w jakiejś jednostce wojskowej na Pradze, a dodatkowe na strzelnicy w Ogrodzie Saskim.
Był to długi (ponad 100 m) i dość szeroki drewniany barak mieszczący się na zachodnim skraju Ogrodu Saskiego, po lewej stronie bramy prowadzącej na plac „Za Żelazną Bramą”. Było tam 10 (12 ?) stanowisk strzeleckich, ustawionych dość blisko siebie. Stanowiska te były ponumerowane. Odpowiednie tabliczki z numerami stanowiska znajdowały się pod tarczami strzelniczymi.
Przed tarczami w poprzek hali znajdował się kanał (okop ?), w którym siedziało kilku żołnierzy obsługi. Wymieniali tarcze strzeleckie oraz pokazywali t.zw. „packą” (cienki biały pręt drewniany zakończony czarnym kółkiem) miejsca trafienia próbnych strzałów (3 „etatowe” lub dodatkowe dla antytalentów oraz dla trenujących i kandydatów do brązowej odznaki strzeleckiej (na srebrną i złotą strzelano na innej strzelnicy).
Pomiędzy stanowiskami strzeleckimi chodziło kilku podoficerów nadzorujących oraz oficer prowadzący strzelanie.
Ja znalazłem się na tej strzelnicy w końcu maja lub w pierwszych dniach czerwca 1939 roku, skierowany przez porucznika prowadzącego nasz hufiec PW. Miałem strzelać na brązową odznakę strzelecką.
Byłem już obyty z bronią palną. W wieku 12 lat nauczyłem się strzelać z floweru (do tarczy, ale również np. do jabłka na czubku drzewa, czy sroki na dachu stodoły), później strzelałem z broni myśliwskiej: z dubeltówki do rzutków, do kuropatw, zajęcy, królików i jastrzębi oraz ze sztucera – do celu i do lisów. Byłem już niezłym strzelcem.
Na strzelnicy przypadło mi stanowisko pierwsze lub drugie na prawo od środka. Sąsiednie stanowiska zajęli nieznani mi junacy, którzy przyszli tu na „korepetycje”. Pamiętam, że oficer prowadzący zalecał nam wszystkim, aby policzyć tarcze od lewej strony i wybrać odpowiadającą numerowi stanowiska, gdyż numery tarcz były słabo widoczne z odległości 100 m.
Oddałem trzy strzały próbne. Stwierdziłem po pierwszym, że mój karabin (a może mój sposób celowania) nieco góruje, drugi strzał był lepszy, ale jeszcze trochę za wysoko; trzeci był niezły.
Wreszcie 10 strzałów „na odznakę”. Trzeba je było oddać w określonym czasie. Czas ten nie był bardzo wyśrubowany; wystarczał na załadowanie 2) karabinu oraz spokojne celowanie. Trafień tych strzałów już nie wskazywano.
Dość długo trwało po zakończeniu strzelania sprawdzenie broni wszystkich uczestników, przyniesienie i odczytanie tarcz. Do mnie podszedł porucznik naszego hufca PW i powiedział: „wiedziałem, że nieźle strzelasz, ale żeby na 100 możliwych wystrzelać 108, to naprawdę nadzwyczajny wynik.
Okazało się, że jeden z moich sąsiadów strzelał do mojej tarczy i nawet kilka razy trafił
w pole numerowane. Musiałem powtarzać strzelanie (co mnie specjalnie nie zmartwiło). Wprawdzie w mojej tarczy było 10 przestrzelin dobrze skupionych w okolicy pola nr 10 oraz klika w polach nr 1, 2 i 3, ale ze względów formalnych strzelanie trzeba było powtórzyć. Dowiedziałem się, że nie był to pierwszy i wyjątkowy przypadek na tej strzelnicy.
Nie pamiętam ile punktów trzeba było wystrzelać na brązową odznakę i ile wystrzelałem. Pamiętam tylko, że zabrakło mi 3 punktów do srebrnej odznaki. Ale nawet gdybym przekroczył to minimum, to i tak dostałbym tylko brązową, a na srebrną musiałbym, po pewnym czasie - niezbyt długim, chyba kilka tygodni - strzelać jeszcze raz. Takie zasady obowiązywały dla odznak strzeleckich.
 


1) Przedwojenna organizacja szkolnictwa ogólnego przewidywała: 6 klas szkoły podstawowej,
4 klasy gimnazjum oraz 2 klasy liceum.
2) Ze względów bezpieczeństwa nie wydawano nam magazynków i trzeba było ładować karabin po każdym strzale.
 

M.B.

KORESPONDENCJA - do i od osób zainteresowanych dho@dho.com.pl lub Pocztą Polską:

CHAT

1. Re:
 

 

Powrót